|
Dlaczego drożeją opłaty za śmieci?
Na pytania klientów odpowiada Sławomir Progorowicz, główny księgowy MPGK Rzeszów

Rachunki za wywóz śmieci opiewają na kwoty o połowę wyższe od ubiegłorocznych.
Można zrozumieć podwyżki w granicach inflacji. Ale o 50 proc. To przysłowiowy rozbój w biały dzień...
Przed koniecznością decyzji o znacznym podwyższeniu cen na oferowane usługi
stanęły w bieżącym roku wszystkie firmy w kraju wywożące odpady na składowiska. Główny
tego powód to podniesienie przez Radę Ministrów opłat za korzystanie ze środowiska. Stawka
wzrosła aż pięciokrotnie. Realizując tzw. dyrektywę składowiskową Unii Europejskiej przyjęto,
że do 2010 roku masa odpadów komunalnych trafiających na polskie składowiska nie powinna być
większa niż 75 proc. odpadów unieszkodliwionych w ten sposób w 1995 roku. Przypomnę, że Rada
Miasta Rzeszowa, już w 2004 roku postanowiła, że w 2014 roku, maksymalnie połowa śmieci produkowanych
przez rzeszowian trafi na wysypisko, reszta powinna być racjonalnie przetworzona. Wymuszeniu działań
w tym kierunku mają właśnie służyć drastyczne środki ekonomiczne.
Przechodząc zaś na nasze podwórko. Od 1 stycznia 2008, za każdą tonę śmieci wywiezioną na
składowisko do Kozodrzy płacimy 142 zł, w styczniu 2007 roku była to stawka 73 złotych. Do tego dochodzi
wzrost cen paliwa, innych kosztów i wydatków. Mówię z ręką na sercu: tak kalkulowaliśmy nowe ceny, aby
zminimalizować skalę podwyżek, nawet kosztem rentowności firmy. Zapyta więc ktoś, co dzieje się ze
ściągniętymi od mieszkańców dodatkowymi środkami? Pokaźne kwoty z tytułu podwyższenia opłaty za składowanie
odpadów, zarządca wysypiska przekazuje na konto samorządu województwa; ten rozdysponowuje je pomiędzy terenowe
fundusze ochrony środowiska. Konkludując zaś ten wątek. Nie ma innego wyjścia, wszystkim nam trzeba "szanować
śmieci", na serio potraktować konieczność ich segregacji oraz przerobu i odzysku. To poważne wyzwanie dla
naszej firmy, ale też jej klientów. Należy szukać optymalnych rozwiązań, które spowodują, że do Kozodrzy,
zamiast 280 ton śmieci, pojedzie codziennie tylko 140. Reszta powinna być zagospodarowana na miejscu.
Jakie konkretne działania podejmuje pańska firma, aby ograniczyć transporty odpadków
bezpośrednio na wysypisko?
W trakcie rozruchu znajduje się duża sortownia przy ul. Ciepłowniczej, powstała jako I
etap rozbudowy Zakładu Utylizacji Odpadów. Do tej pory, firma nasza wydała na tę inwestycję 8 milionów
złotych. Uzyskaliśmy dofinansowanie ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach
Zintegrowanego Programu Rozwoju Regionalnego, na łączną kwotą 3 mln 588 tys. złotych. Rzeszowska sortownia
obliczona jest na przerób w skali roku docelowo ok. 30 tys. ton w cyklu dwuzmianowym. Naszym zamiarem jest,
aby przez stanowiska sortownicze "przejechała" połowa śmieci produkowanych przez rzeszowian i mieszkańców
okolicznych gmin. Oprócz linii segregacji odpadów odbieranych od klientów, gotowa jest linia przesiewu
odpadów z ulic i terenów zielonych oraz linia rozdrabniania odpadów wielkogabarytowych (meble). Warunkiem
skuteczności takiego sposobu zagospodarowania śmieci jest namówienie wszystkich naszych klientów do wstępnej
selekcji śmieci, co najmniej na tzw. odpady suche i mokre (m.in. odpady kuchenne, mocno zabrudzone opakowania).
Na ten temat rozkręcamy kampanie informacyjno - promocyjną Do naszych klientów trafią specjalne ulotki, w Telewizji
Rzeszów już pojawił się clip reklamowy. Ważnym źródłem informacji ma być także serwis internetowy MPGK Rzeszów.
Czy nowy system segregacji odpadów u źródła ma zastąpić selektywną zbiórkę surowców wtórnych z
wykorzystaniem tzw. kolorowych dzwonów?
Nic podobnego. Ten system selekcji szczegółowej sprawdził się, funkcjonuje w Rzeszowie już od 10
lat. Odpady szczegółowo posegregowane (szkło kolorowe oddzielnie, szkło bezbarwne do innego pojemnika, plastik
oddzielnie, makulatura w pojemniku niebieskim, itd.) mogą ograniczyć masę śmieci zmieszanych - odbieranych
odpłatnie przez firmy komunalne. Wtedy, być może, zamiast 120 - litrowego pojemnika, wystarczy dla danej
posesji tańszy 80 litrowy. Słowa te, być może, dziwnie brzmią w ustach księgowego takiej spółki jak nasza,
rządzącej się prawami rynku i konkurencji. Rozumiem jednak dobrze "ból emeryta" liczącego złotówki...
|